Podziękowanie

Mój kawalek swiata | piątek styczeń 22 2010 14:20 | Komentarze (2)

Dzisiejszy post jest dla mnie bardzo szczególny. Chcę podziękować Chefowi Paulowi za dotychczasową gościnę na jego serwerze. Chef pomagał mi jak dziecku, ucząc podstaw pisania bloga, spędzając czasem 3 dni i 3 noce przy doinstalowywaniu Czegoś-Tam-Absolutnie-Niezbędnego do pisania bloga. Męczył się z instalowaniem skórek i sprawdzaniem wszelkich zgłaszanych niedogodności, jednym słowem - był wspaniałym Gospodarzem i Przyjacielem na swoim serwerze.

Nadszedł jednak czas, abym się usamodzielniła i aby blog znalazł swe miejsce pośród wszystkich innych blogów WordPress. Już się nauczyłam doinstalowywać różne rzeczy, robić podstawowe sprawy jako autorka blogu, więc skoczyłam na głęboką wodę i blog znalazł się na serwerach WordPress.

Mam nadzieję, że Chef wyrazi zgodę na to, aby dotychczasowy blog jakiś czas jeszcze nie znikał stąd (będzie więc niejako zdublowany), bo w różnych miejscach sieci podawałam linki do różnych wpisów na blogu, po usunięciu go linki stałyby się skierowaniami do nikąd.

Pawełku - dziekuję Ci ogromnie za opiekę, za życzliwość, za to, że zawsze jesteś, kiedy Cię potrzeba. Jestem bardzo dumna, że Cię znam i że mogę powiedzieć o Tobie - Przyjaciel.

Pozwalam sobie zaprosić Cię na lampkę koniaku i dobre cygaro - miejsce już przygotowane.

Dziękuję Ci!!!

A chętnych Czytelników zapraszam tutaj.  :D

Zimowa opowieść

Mój kawalek swiata | wtorek styczeń 5 2010 13:45 | Komentarze (5) Tags: , , ,

Nadeszła zima, taka prawdziwa. Ze śniegiem skrzącym się w słońcu i trzeszczącym na mrozie pod stopami, z błękitnym niebem i oślepiającym, choć krótkotrwałym słońcem.

Dom przykrył się białą czapą i ustroił w naszyjnik z sopli, a drzewa w odświętnej szacie stoją i śpią, przykryte białą kołdrą.

Zeschłe trawy postanowiły zabłysnąc i tysiące drobnych iskierek lodu przywdziały, by wyglądać jak drogocenna biżuteria, zapomniana przez damy na bal spieszące.

To czas, kiedy spostrzegamy, że każda pora roku jest piękna i każda jest ważna i oczekiwana przez nas.

To czas, kiedy Pan Bóg wszystkich obdarza pięknem i narodzinami Bożej Dzieciny.

Chodźmy więc na spacer.

p1050003

p1050020

p1050031

p1050036

p1050040

p1050051

p1050069

Świątecznie już, cudownie!

Mój kawalek swiata | środa grudzień 16 2009 18:23 | Komentarze (5) Tags: , ,

Czas świąt już bardzo blisko. W oknach wiszą świąteczne zasłonki czerwone, na stolikach i półeczkach zażywają splendoru świąteczne serwetki i bieżniczki. W domu zaczyna pachnieć  smakołykami: bigosem, gołąbkami, uszkami, szynkami i kiełbasami własnego wyrobu, a już niedługo zapachnie także ciastem. :D

Świąteczne stroiki też uroczyście powędrowały na honorowe miejsca w domu. Są zwyczajne, jak na tę porę roku, kolorowe i błyszczące, bo ja trochę sroka jestem w tej dziedzinie i błyszczeć musi i świecić. :lol: Nie dla mnie urocze serduszka z szarego płótna z koroneczką i reniferki z filcu - wolę polskie Boże Narodzenie od skandynawskiego, tak teraz modnego - przyznaję, że też uroczego.

Powystawiałam więc mikołajki i szyszki na plastry drewna sosnowego naklejone:

pc160098

pc160101

pc160103

Obsypawszy się sianem dokumentnie i jeszcze zasypawszy nim całą kuchnię (ku rozpaczy rodziny), stworzyłam dwa wianki na sianie. Jeden wisi na świeżym powietrzu w zadaszonej drewutni, aby nazbyt szybko nie stracił zielonych gałązek. Przed samymi świętami zostanie uzupełniony różnymi świecącymi i błyszczącymi (a jakże) dodatkami. Na razie jest taki:

pc030133

Drugi jest bezpieczny, nic z niego na pewno się nie obsypie:

pc160099

Powstało też moje już ulubione szyszkowe drzewko. W doniczce zacementowany kołek, na wierzchu cement został przykryty mchem. Kołek owinęłam białą koronką, z białej koronki poszyłam też cos w rodzaju różyczek. Z siana ugniotłam sporą kulę i owiązałam ją nitkami, żeby się trzymała. Kula została potem oklejona szyszkami dokolusia, za pomoca pistoletu klejowego. Między szyszki wkleiłam koronkowe kwiatki i dodałam komplet lampek choinkowych. I teraz mam białe drzewko, pięknie rozświetlające pokój stołowy. 8-)

pc160105

Jeszcze rozłożyłam pomarańcze, w które powbijałam gożdziki, tworząc wzory gwiazd, serduszek i esów floresów. Pomarańcze leżą w koszyczku szerokim, rodzaju wiklinowego “talerza” w towarzystwie szyszek, orzechów włoskich i laskowych, suszonych owoców róży i temu podobnych.

No i niech mi ktos powie, że zima jest zła! :D

Ten magiczny czas w roku teraz właśnie jest. Teraz właśnie częściej myślimy o tym, jaka ważna jest dla nas nasza rodzina, jakie to ważne, aby wiedzieli, jak bardzo ich kochamy i potrzebujemy. To właśnie teraz będzie czas, aby pomyśleć o cudzie narodzin Bożej Dzieciny i o tym, jak cudowne i jak niepojęte jest to zjawisko. I teraz jest ten czas, kiedy Bóg jest tak blisko nas.

Oby wszystkim nam święta minęły zdrowo i spokojnie, w otoczeniu tych, których kochamy. Oby były to jedne z najpiękniejszych dni roku, które będą cudownym wspomnieniem jeszcze po wielu latach. Niech przyniosą chorym i znękanym nową nadzieję i radość, niech będą początkiem nowego czasu - czasu wielkiej radości dla każdego z nas.

Wesołych Świąt dla wszystkich czytających czasem ten blog!

Surówka z dyni

W sosnowej kuchni | poniedziałek październik 26 2009 20:37 | Komentarze (4) Tags: , , , ,

Jako, że sezon dyniowy wciąż w pełni, proponuję Wam wypróbowanie doskonałej surówki z dyni.

Wystarczy zetrzeć trochę dyni na tarce jarzynowej, dodać tyle samo startego na tejże tarce jabłka. Teraz szybciutko skropić surówkę sokiem z cytryny, żeby jabłka nie ciemniały. Warto też dodać otartą skórkę z naszej cytryny, nada surówce piękny aromat. Jeszcze tylko dodać odrobinę cukru do smaku, skropić olejem lub oliwą i - gotowe!

Surówka jest naprawdę pyszna, polecam!!! :D

Dżem pomarańczowo- cytrynowy z dyni

Sosnowa spizarenka | poniedziałek październik 19 2009 19:18 | Komentarze (0) Tags: , , , , , ,

Sezon dyniowy w pełni, więc zapraszam do przygotowania przeróżnych smaczności z dyni.

Taki dżem wspaniale smakuje i pięknie wygląda!

Trzeba wziąć pół dużej dyni, obrać i pokroić w paski, a następnie zetrzeć na drobnej tarce.

Startą dynię wrzucamy do garnka i stawiamy na małym ogniu (bez wody) aż się rozgotuje.

pa160089

Kiedy dynia się rozgotuje, wrzucamy otartą skórkę z 2 cytryn i wciskamy sok z obu cytryn. Dodajemy też 1/2 kg cukru. Na koniec dorzucamy jakieś 3 czubate łyżki skórki pomarańczowej z cukrem własnej roboty (skórka pomarańczowa wyszorowana i sparzona, dokładnie okrojona z białego wnętrza, drobniutko posiekana i przesypana cukrem, po dwóch tygodniach gotowa).

Pozostaje tylko przesmazyć całośc jakieś pół godziny do godziny, aby wszystko sie połączyło, ewentualnie dosmaczyć cukrem lub cytryną wg własnego smaku i nakładać gotowy dżem do słoiczków. Apertyzujemy 15 minut.

Mniam!  :wink:

pa170092

Rydze naszej Basi

Sosnowa spizarenka, W sosnowej kuchni | poniedziałek październik 19 2009 18:59 | Komentarze (3) Tags: , , , , ,

W tym roku w górach wielki wysyp  rydzów był. Skorzystaliśmy i my w czasie pobytu w Czorsztynie i staliśmy sie dumnymi posiadaczami pełniutkiego wiaderka pięknych rydzów.

pa070084

Trzeba było jakos smacznie je przyrządzić.  Pomogła nam Basia, nasza agrogospodyni w czasie pobytu w Czorsztynie i nauczyła nas robić przepyszne rydze!

Trzeba wziąć takie wiaderko rydzów (niecałe 4 kg), oczyścić i umyć.  Zagotować słonej wody (takiej jak na ziemniaki) i kilka minut zblanszować rydze, wrzucając na wrzątek. W czasie, kiedy stygną po odcedzeniu, obrać 4-5 bardzo dużych cebul, pokroić w kostkę i zeszklić na niewielkiej ilości oleju. Posolić lekko cebulkę.

W osobnym garnku roztopić 4 opakowania masła roślinnego, najlepiej z dodatkiem masła prawdziwego. Na gorący tłuszcz wrzucić rydze i na małym ogniu smażyć - naprawdę długo smażyć, jakieś 3 do 4 godzin, aż tłuszcz w rydzach całkowicie się sklaruje.

Kiedy tłuszcz już jest sklarowany, należy ewentualnie dosolić rydze do smaku, wrzucić do nich cebulkę i znowu sklarować tłuszcz.  Następnie do grzybów dodać przecier pomidorowy - jakies półtora słoiczka na tę ilość. Chwilkę przesmazyć - i smacznego!!!

Niebo w gębie, słowo daję!!! :D

Kto nie da rady zjeść wszystkiego, pakuje w słoiki, dobrze zakręca i apertyzuje - jednego dnia 30 minut, drugiego dnia jeszcze 20 minut (koniecznie 2 razy).  Pyszności!!!

Dożynki, dożynki!

Cóż tu dużo mówić. Po czasie wytężonej pracy w polu przychodzi czas zbiorów. Żniwa kiedyś Wam opiszę - w innym miejscu. Teraz chcę pokazać nasze dożynki. Pani Stasia z naszej wsi była główną projektantką i główną wykonawczynią naszego wieńca. Pomagało jej wiele osób: Pani Krystyna, Pani Jasia, Sołtys, Babcia, nasz Synek, znalazł się tam i mój skromny wkład - chlebowy. :wink:

Wieniec z grubsza wyglądał tak:

p8290087a

Pojechał na dożynki gminne i wygrał w konkursie wieńców. Trzeba więc było zabrać go na dożynki powiatowe, gdzie także - ku naszemu zaskoczeniu - zajął I miejsce, ex aequo z dwoma innymi wieńcami. Zresztą, tamte dwa są imponującej piękności, nie wiemy w sumie, dlaczego nasz też się podoba. Może dlatego, że taki prosty, tradycyjny i bez udziwnień? :roll:

Jakby nie było, impreza powiatowa się udała, popatrzcie tylko na zdjęcia. Zwróćcie uwagę na zdjęcia zespołu śpiewaczego w rosyjskich strojach - to Niemki, z pobliskiej miejscowości po drugiej stronie granicy, ale pochodzące z Kazachstanu! :o

No to zostawiam Was sam na sam z wieńcami i imprezą. :D

p8300093

p8300095

p8300105

p8300106

p8300110

p8300111

p8300115

p8300119

p8300125

p8300144

No i tak to jakoś właśnie było. :lol:

Spreewald - dorzecze Sprewy

Dzisiaj opowiem Wam o jeszcze jednej wędrówce, tym razem do dorzecza niemieckiej rzeki Sprewy. Kraina ta, zwana Spreewaldem, leży bardzo niedaleczko miasta Cottbus, szczyci się swoją regionalną specjalnością - ogórkami. Ze względu na dużą wilgotność gleby i sprzyjający klimat udają się one tam doskonale, więc też robią je tamtejsi mieszkańcy na setki sposobów i tym sie szczycą. Wszędzie mozna spotkać tamtejsze ogórki. Kiedy wejdzie się do tamtejszego marketu - też stoja na półkach, kiedy jedzie się wzdłuż uliczek miasteczek i wsi - w każdym sklepiku i na każdym stoisku można kupić ogórki spreewaldzkie. W słoikach, z beczki, pakowane pojedynczo jako gotowa przekąska, do nich różnorakie dipy, sosy, musztardy… Mnóstwo pyszności!

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od miasteczka Burg, najstarszego z portów rzecznych Spreewaldu.  U wejścia na teren portu wita nas mini skansen z trzech starych chat. W jednej z nich urządzona jest izba pamięci, mozna tam obejrzeć stare stroje ludowe, meble, przybory kuchenne i temu podobne. W drugiej są biura, a w trzeciej - zarząd portu oraz sklepik z miejscowymi specjałami. Oczywiście, ogórki! :lol:

p7140005

Kiedy już dokonamy stosownych zakupów, przechodzimy dalej - i naszym oczom ukazuje się zaskakująco duży i ruchliwy prawdziwy port rzeczny. Naprawdę zaskakuje na takiej rzeczułce!

p7140089

Teren portu jest zadbany i starannie urządzony.

p7140088

p7140007

A w samym porcie czekają na turystów wygodne płaskodenne łodzie, z ławeczkami, stoliczkami, mozna tutaj zamówić poczęstunek i kufelek piwa na podróż.

p7140014

Wsiadamy więc i ruszamy. Flisak posługuje się jednym długim wiosłem, podobnym do tych, których używają weneccy gondolierzy. Łódź powoli i leniwie sunie po wodzie rzeczki, a flisak opowiada. Mówi o tym, że w ostatnich latach wiele tutaj się zmieniło, choć tradycja portów rzecznych w dorzeczu Sprewy jest wielowiekowa, na dowód czego mozna w porcie obejrzeć zdjęcia, robione w XIX wieku w tutejszym porcie. Niegdyś mieszkańcy tych terenów mieszkali wyłącznie nad rzeczkami i kanałami, a do ich domów mozna było się dostać wyłącznie drogą wodną. Dopiero od około 20 lat powstały lądowe drogi dojazdu do ich siedzib.

Tereny Spreewaldu należą do terenów chronionych, rząd niemiecki utworzył tutaj jeden z licznych w naszej okolicy rezerwatów biosfery, co pozwala chronić krajobraz i przyrodę oraz powietrze tych miejsc.

Oprócz podróży łodzią można też podróżować tutaj kajakiem, wypożyczonym w jednej z licznych wypożyczalni. Widać od razu, że jest to popularna forma aktywności fizycznej, bo ruch na rzeczce jest naprawde duży, ludzie wiosłują całymi rodzinami i grupami, z pieskami i dziećmi. Sprzyja temu poczucie bezpieczeństwa, gdyż rzeczka jest płytka (chyba nie głębiej niż do pasa) i nie należy do szerokich, a nurt ma tak spokojny, że trudno go dostrzec.

Urzeka tutaj przyroda, zwłaszcza drzewa. Płynąc, ma się wrażenie, że płynie się w zielonej katedrze - potężne drzewa rosną wysoko, zamykając zielone sklepienie ponad naszymi głowami, wszechobecne są cisza i spokój. Widać od razu, że woda to żywioł przyjazny tutejszym mieszkańcom - ich domy położone są nad samą wodą, każdy ma własne dojście do wody i własną płaskodenkę do poruszania się po rzece, więc mija się po drodze dziesiątki porcików dla jednej łodzi.

p7140027

Po drodze przystanek na chwilę - można kupić regionalne przysmaki w sklepie dostępnym wyłącznie od strony wody.

p7140039

p7140040

A potem to już tylko oglądanie, jak żyją i mieszkają tutejsi ludzie.

p7140048

p7140050

p7140051

W połowie drogi docieramy do śluzy - tutaj łódź zawraca i wiezie nas z powrotem.

p7140054

p7140058

p7140059

p7140061

p7140064

p7140065

p7140066

p7140067

p7140069

p7140075

p7140079

Nasza podróż kończy się, zbliżamy się do portu.

p7140011

Wysiadamy. Jeszcze na pewno kiedyś tu wrócimy.

p7140012

Wiśnie a’la grzaniec

Skoro już przypadkowo wymyśliłam taki przepis, to podam go, bo jest bardzo prosty, a wiśnie smakują naprawdę wybornie.

Trzeba wziąć wiśnie, przesypać je cukrem i zostawić, aż zaczną fermentować (24-48 godzin).  Po tym czasie stawiamy garnek z wiśniami na ogień i dodajemy przyprawy powszechnie stosowane do grzańca: cynamon, goździki, może być trochę kardamonu, innych przypraw, które lubimy, albo po prostu - wsypujemy do  wiśni gotową przyprawę do pierników z Gellwe. Jest bardzo dobrej jakości, nie zawiera żadnych dodatków aromatyzujących, wzmacniających smak - jest po prostu gotową mieszanką przypraw. Dosypujemy tyle, aby wyraźnie wyczuwało się smak korzennych dodatków, ewentualnie dosładzamy lekko. Gotujemy jakieś 15 minut w garnku.

Teraz syrop  tradycyjnie odlewamy do butelek i zakręcamy, a wisienki słoiczkujemy.

Apertyzujemy około 15 minut. Polecam!!! :D

Ogród Znalezisk w Nochten

Niedaleko od nas, po niemieckiej stronie, powstał nie tak dawno zdumiewający ogród. Wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że to zwykły ogród skalny, jakich wiele. Ale tak nie jest. Ogród Znalezisk pokazuje znaleziska skalne - głazy, naniesione tutaj przez lodowiec aż ze Skandynawii. Po zbadaniu głazów, ich składu i struktury, wiadomo nawet dokładnie, z którego miejsca w Skandynawii one pochodzą. Stworzono więc tutaj mapę Skandynawii, kładąc przykładowe głazy w miejscach, z których one pochodzą.

Cały ogród powstał na terenach - jakżeby inaczej - pokopalnianych. Stworzoną tutaj ręką człowieka rzeźbę terenu wykorzystano do pokazania wielu pięknych i rzadkich gatunków roślin. Ogród jest młody, dopiero rośnie i powstaje, ale już widać, jak pięknie tutaj będzie za jakiś czas. Drzewa urosną, a rośliny skalne pokryją cały teren. Staw znajdzie się w cieniu drzew… Piękne założenie ogrodowe!

Najbardziej uderzający jest jednak kontrast, jaki mozna tutaj zaobserwować. Zwiedzamy piękny ogród, utworzony w danych wyrobiskach, a w tle… ogromne kominy dymiące elektrowni Vattenfall! Kontrast między tą naturą i pięknem, a typowym krajobrazem industrialnym w tle, jest zaiste uderzający!

Zapraszam więc do oglądania. :D

p7100066

p7100074

p7100077

p7100090

p7100099

p7100123

U góry fragment mapy Skandynawii z naniesionymi głazami stamtąd właśnie.

p7100143

p7100152

p7100159

p7100165

p7100172

p7100177

p7100188

p7100189

p7100192

Jak widać na zdjęciach, pogoda pokazała nam pazur i nie pozwoliła tak całkiem beztrosko wędrować, ale za to spektakl na niebie był przepiękny! :lol:

Następne »